This site contains material for adults. If you are under 18, leave this page.
Going further, you declare that you are an adult, you want to view erotic content from your own free will
and the reception of this content has not been imposed on you.
Important: our websites use cookies.
Without these files, the service will not work correctly. At any time, in the browser, you can change the settings for cookies. Using our website without changing the settings means that they will be stored in the device's memory. For more information, see Privacy Policy.
All content presented on the site is intended for adults only.
Wyrwałem z tego zapyziałego Krakowa na wieś - zamieszkaliśmy na przedmieściach w domku... ale w Krakowie została niezamieszkana chata... Cóż zrobić.. żal sprzedawać... ceny nieruchomości idą wysoko do góry... także za parę lat za nasze gniazdko łykniemy kilkadziesiąt procent więcej... Postanowiłem wynająć to mieszkanie jakiejś spokojnej studentce.. Sąsiedzi nie mieli problemów ze mną do tej pory (no może oprócz paru pijackich ekscesów połączonych z gruppensexem), więc nie chciałem też ściągać do domu jakichś rozwydrzonych studentów, niewyżytych rolników i posłów. Na ogłoszenie, które daliśmy do gazety, odpowiedziała wysoka, jędrnie wyglądająca studentka. Panna Basia pochodzi z plebejskiej rodziny, więc nie stać jej na opłacanie tak wysokiego czynszu, jaki sobie zażyczyłem. Nic nie wskórały błagania, prośby i żale... Zostałem nieugięty i praktycznie nie zmieniłem ceny... no z małym wyjątkiem.. co tydzień będę przyjeżdżał do panny Barbary po zapłatę w naturze, którą jest lodzik ze spustem na twarz! Oczywiście początkowo panna Basia nie dawała się namówić - zasłaniała się faktem posiadania oswojonego chłopaka, że ona tak nie może i w ogóle - takie tam babskie gadanie... Kiedy jednak zaproponowałem sprawdzenie umiejętności naszej kandydatki do zamieszkania - od razu przeszła do pozycji częstochowskiej - czyli na kolana... Spuściłem się jej do oczodołu, czym Basia zasłużyła sobie na 3 miesięczny bezpłatny pobyt w mojej hacjendzie...